Polski europoseł pozywa Keira Starmera w związku z zakazem wjazdu do Wielkiej Brytanii.
Europejska scena polityczna została wstrząśnięta kolejnym skandalem, gdy polski europoseł Dominik Tarczyński ogłosił, że zamierza wnieść pozew przeciwko premierowi Wielkiej Brytanii, Keirze Starmerowi. Wszystko w związku z niedawnym zakazem wjazdu, który uniemożliwił mu udział w legalnym wiecu politycznym na terenie Zjednoczonego Królestwa.

Sprawa wzbudziła ogromne kontrowersje, ponieważ Tarczyński podróżował z paszportem dyplomatycznym, co w teorii powinno gwarantować swobodny dostęp do państw członkowskich Unii Europejskiej i Wielkiej Brytanii w ramach oficjalnych obowiązków. Zakaz wjazdu został przez polityka i jego prawników określony jako „nieuzasadniona ingerencja w prawa obywatelskie i polityczne” oraz przykład „cenzury w stylu komunistycznym”.
Według doniesień medialnych Tarczyński planował udział w wiecu dotyczącym kwestii politycznych istotnych zarówno dla Polaków w Wielkiej Brytanii, jak i dla społeczności europejskiej. Organizatorzy wydarzenia podkreślali, że manifestacja była w pełni legalna i zgłoszona odpowiednim władzom. Jednak decyzja brytyjskich służb imigracyjnych zablokowała udział posła, co wywołało natychmiastową falę oburzenia wśród sympatyków polityka i komentatorów międzynarodowych.
Sam Tarczyński w oświadczeniu dla mediów zaznaczył, że traktuje sprawę bardzo poważnie i nie zamierza pozostawić jej bez reakcji prawnej. „Nie można w dzisiejszych czasach pozwolić na to, by swoboda wypowiedzi i prawo do uczestnictwa w legalnych wydarzeniach politycznych były ograniczane bez uzasadnienia. To nie tylko atak na mnie jako polityka, ale na wszystkich obywateli, którzy chcą korzystać ze swoich demokratycznych praw” — powiedział europoseł.

Reakcje w mediach społecznościowych były natychmiastowe i podzielone. Zwolennicy Tarczyńskiego określili zakaz wjazdu jako skandaliczny akt politycznej cenzury, a wielu komentatorów zauważyło, że sprawa może mieć poważne konsekwencje dyplomatyczne dla relacji Polski i Wielkiej Brytanii. Inni eksperci przypomnieli, że Wielka Brytania w przeszłości stosowała podobne ograniczenia wobec niektórych polityków zagranicznych, co jednak rzadko wywoływało tak publiczną i gwałtowną reakcję.
Kancelaria premiera Starmera na razie nie wydała oficjalnego komentarza w sprawie, co dodatkowo podgrzało spekulacje i napięcie medialne. W brytyjskich i polskich mediach rozpoczęła się dyskusja na temat tego, czy decyzja była faktycznie uzasadniona względem prawa imigracyjnego, czy miała charakter polityczny.

Prawnicy Tarczyńskiego podkreślają, że pozew będzie opierał się na naruszeniu podstawowych zasad dyplomatycznych i praw obywatelskich, w tym prawa do udziału w zgromadzeniach politycznych oraz ochrony przed arbitralnymi decyzjami władz państwowych. Jeśli sprawa trafi do sądu, może stać się precedensem w relacjach dyplomatycznych między państwami Unii Europejskiej a Wielką Brytanią po Brexicie.
Zarówno media, jak i obserwatorzy sceny politycznej podkreślają, że konflikt ten może mieć szersze konsekwencje. Oprócz aspektu prawnego, sprawa wywołała debatę na temat wolności słowa, prawa do zgromadzeń oraz wpływu polityki międzynarodowej na jednostkowe prawa obywatelskie. W opinii części ekspertów, sposób, w jaki Wielka Brytania potraktowała polskiego posła, może wzmocnić poczucie napięcia między państwami UE a Londynem, szczególnie w kontekście polityki migracyjnej i praw polityków z zagranicy.




