Nieuws vandaag

ZIOBRO ZA GRANICĄ, A RACHUNKI IDĄ DO POLAKÓW. TUSK MOŻE ODPALIĆ TEMAT, KTÓRY ZABOLI PiS NAJMOCNIEJ

Poseł poza krajem, ale publiczne pieniądze nadal pracują

Warszawa/Rzeszów/USA. To może być jedna z najbardziej niewygodnych spraw dla Prawa i

Sprawiedliwości oraz dawnego obozu Zbigniewa Ziobry. Były minister sprawiedliwości od miesięcy ma przebywać poza Polską, media informowały najpierw o Węgrzech, później o Stanach Zjednoczonych, a jednocześnie jego działalność poselska nadal generuje koszty po stronie podatników. Według Reutersa prokuratura wskazywała, że Ziobro poleciał do USA z Włoch po wcześniejszym pobycie na Węgrzech, a w Polsce ma usłyszeć zarzuty związane m.in. z Funduszem Sprawiedliwości; sam Ziobro odpiera oskarżenia i mówi o politycznych prześladowaniach.

To właśnie zderzenie dwóch obrazów wywołuje polityczną eksplozję. Z jednej strony poseł, który nie uczestniczy normalnie w pracach Sejmu i przebywa poza krajem. Z drugiej — pieniądze publiczne na biuro, rozliczenia, kilometrówki, sprzęt i koszty działalności poselskiej.

I tu Donald Tusk może zadać pytanie, którego PiS będzie unikał jak ognia: czy poseł na politycznej emigracji powinien dalej żyć na koszt podatników?

Kilometrówki, biuro i setki tysięcy złotych

Najbardziej uderzające są liczby. „Fakt” pisał, że Ziobro, który według portalu przebywa poza krajem od listopada 2025 roku, rozliczył w ramach kilometrówki 45 522 zł. Chodziło o analizę wydatków na biura poselskie za poprzedni rok.

Wirtualna Polska informowała z kolei, że w ubiegłym roku Ziobro miał przeznaczyć ponad 20 tys. zł z ryczałtu na biuro poselskie m.in. na sprzęt elektroniczny, a utrzymanie jego biura kosztowało podatników prawie 46 tys. zł, mimo że — według tych doniesień — polityk nie zatrudniał tam ani jednego pracownika czy asystenta.

Jeszcze mocniej brzmią dane przywoływane przez TVN24 i Money.pl. Według tych relacji w zeszłym roku na działalność poselską Ziobry przeznaczono ponad 586 tys. zł, a w tym roku ponad 165,5 tys. zł, chociaż były minister nie uczestniczył w żadnym głosowaniu. W tych samych materiałach pojawiały się też informacje o ponad 45 tys. zł na kilometrówki i 3,4 tys. zł na przejazdy taksówkami.

Biuro poselskie bez polityka?

Biuro poselskie ma sens wtedy, gdy służy obywatelom. Ma być miejscem kontaktu z wyborcami, przyjmowania spraw, interwencji, dokumentów, lokalnych problemów i realnej pracy w okręgu.

Dlatego sprawa Ziobry tak bardzo działa na emocje. Bo jeśli poseł przebywa poza krajem, nie głosuje i nie działa normalnie w Sejmie, wyborcy mają prawo zapytać: co właściwie finansują?

Czy finansują realną obsługę obywateli?

Czy utrzymanie politycznej fasady?

Czy biuro, które istnieje bardziej na papierze niż w praktyce?

Czy koszty człowieka, który nie chce lub nie może stanąć przed polskimi instytucjami?

To pytania, na które PiS nie odpowie łatwo, bo dotykają samego serca politycznej moralności.

Uposażenie obcięte, ale problem nie znika

Trzeba uczciwie dodać: Sejm podjął działania wobec nieobecności Ziobry. Business Insider pisał w marcu, że Prezydium Sejmu obniżyło mu wynagrodzenie o 90 procent, a marszałek wskazywał, że poseł ma otrzymywać około 1350 zł.

Ale to nie zamyka sprawy. Bo sama kara dotycząca uposażenia nie rozwiązuje problemu ryczałtów, biura, rozliczeń i kosztów działalności parlamentarnej. Już wcześniej media zwracały uwagę, że karą finansową nie da się łatwo objąć wszystkich elementów poselskiego finansowania, w tym ryczałtu na biuro.

I właśnie tu pojawia się polityczna bomba: nawet jeśli pensja została obcięta, publiczne pieniądze nadal mogą płynąć innymi kanałami.

Tusk dostaje temat idealny

Donald Tusk może wykorzystać tę sprawę bardzo skutecznie. Nie musi wchodzić w skomplikowane spory prawne. Wystarczy proste pytanie:

czy zwykły obywatel mógłby przez miesiące nie pojawiać się w pracy, wyjechać za granicę i dalej rozliczać koszty działalności?

To pytanie działa, bo jest zrozumiałe dla każdego. Ludzie wiedzą, że jeśli nie przyjdą do pracy, stracą wynagrodzenie. Jeśli nie wykonają obowiązków, poniosą konsekwencje. Jeśli wydają publiczne pieniądze, muszą się rozliczyć.

Dlatego sprawa Ziobry może zaboleć PiS mocniej niż kolejna abstrakcyjna awantura o sądy. Bo dotyczy pieniędzy. I to pieniędzy podatników.

PiS będzie mówić o prześladowaniu

Obóz Ziobry będzie miał swoją linię obrony. Powie, że były minister jest ofiarą politycznej zemsty Tuska, że zarzuty są elementem rozliczeń prowadzonych pod publiczkę, a jego pobyt za granicą wynika z obawy przed politycznie sterowanym wymiarem sprawiedliwości.

Taki przekaz trafi do twardego elektoratu. Zwłaszcza że Ziobro od dawna przedstawia się jako człowiek ścigany za reformy, które prowadził jako minister sprawiedliwości.

Ale nawet jeśli część wyborców uwierzy w narrację o prześladowaniu, pozostaje inny problem: pieniądze. Trudno przekonać przeciętnego obywatela, że ktoś może być jednocześnie „politycznym uchodźcą” i nadal korzystać z mechanizmów finansowania mandatu poselskiego.

Patriotyczne hasła kontra rachunki

Przez lata Ziobro i jego środowisko mówili językiem twardego państwa. Prawo, odpowiedzialność, koniec pobłażania, zero tolerancji dla nadużyć. Teraz krytycy pytają: czy te zasady obowiązują także ich samych?

Bo jeśli ktoś przez lata budował wizerunek szeryfa, a potem sam znajduje się za granicą, unika krajowych procedur i jednocześnie generuje koszty po stronie podatników, kontrast jest politycznie zabójczy.

To nie jest już tylko sprawa jednego posła. To symbol całego pytania o równość wobec prawa.

Czy poseł może być „na emigracji” i nadal korzystać z mandatu?

Formalnie mandat poselski nie znika dlatego, że poseł wyjechał za granicę. Ale politycznie sprawa wygląda inaczej. Mandat to nie tylko przywilej. To obowiązek. Obowiązek obecności, głosowania, kontaktu z wyborcami, pracy w Sejmie i reprezentowania ludzi, którzy oddali głos.

Jeśli tego obowiązku realnie nie ma, pozostaje pytanie, czy państwo powinno nadal finansować całą otoczkę mandatu.

To właśnie może stać się osią ataku Tuska: nie chodzi o zemstę, tylko o elementarną uczciwość wobec podatników.

Finał: polityczna emigracja na koszt obywateli?

Sprawa Ziobry może stać się jednym z najbardziej nośnych tematów najbliższych dni, bo łączy wszystko, co rozpala opinię publiczną: pieniądze, przywileje, nieobecność, zagraniczne tropy, prokuraturę i dawną władzę, która przez lata mówiła innym o odpowiedzialności.

PiS będzie krzyczeć o represjach.

Obóz Ziobry będzie mówić o politycznym polowaniu.

Tusk może odpowiedzieć jednym zdaniem: podatnicy nie są bankomatem dla posła, który nie wykonuje normalnie mandatu.

Czy poseł na politycznej emigracji powinien dalej żyć na koszt obywateli?

To pytanie będzie wracać coraz mocniej.

Bo państwo prawa nie polega tylko na wielkich procesach i wielkich hasłach.

Czasem zaczyna się od prostego rachunku:

kto płaci, za co płaci — i dlaczego zwykły Polak ma finansować polityka, którego nie ma tam, gdzie powinien pracować?

LEAVE A RESPONSE

Your email address will not be published. Required fields are marked *