Nieuws vandaag

PiS KRZYCZY O UPA. A WŁASNA HIPOKRYZJA WRACA DO NICH JAK BUMERANG

Najpierw ordery i uściski, dziś nagłe patriotyczne oburzenie

Warszawa. Spór o UPA, Wołyń i Order Orła Białego dla Wołodymyra Zełenskiego znów odpalił polską politykę. Prawica próbuje dziś ustawić się w roli jedynego obrońcy pamięci historycznej, atakując Donalda Tuska i obecny rząd za rzekomą miękkość wobec Ukrainy. Ale właśnie tu wraca pytanie, które dla PiS jest wyjątkowo niewygodne: gdzie było to samo oburzenie wtedy, gdy prezydent Andrzej Duda osobiście odznaczał Zełenskiego najwyższym polskim orderem?

Dominika Wielowieyska uderzyła w ten punkt bardzo mocno. Przypomniała, że stosunek części Ukraińców do UPA nie pojawił się wczoraj, a mimo to w 2023 roku to właśnie Andrzej Duda przyznał Wołodymyrowi Zełenskiemu Order Orła Białego. Dziś ten sam obóz próbuje robić z tego tematu wielką polityczną broń przeciwko Tuskowi. Reuters również przypomniał, że Zełenski otrzymał Order Orła Białego od Dudy w 2023 roku, a obecna awantura wybuchła po decyzji Ukrainy dotyczącej jednostki nazwanej imieniem UPA.

UPA to nie temat do partyjnej zabawy

Nie ma wątpliwości: sprawa UPA i zbrodni wołyńskiej jest dla Polski raną głęboką, bolesną i realną. To nie jest detal historyczny ani akademicka ciekawostka. To pamięć o ofiarach, rodzinach, wsiach i tragedii, która przez dekady nie doczekała się pełnej sprawiedliwości.

Dlatego gloryfikowanie UPA po stronie ukraińskiej budzi w Polsce zrozumiały gniew. I każdy polski rząd — niezależnie od barw partyjnych — ma obowiązek jasno mówić, że pamięć o Wołyniu nie może być zamiatana pod dywan.

Ale właśnie dlatego ten temat nie powinien być używany jak partyjna pałka.

Bo jeśli PiS naprawdę uważał stosunek Ukrainy do UPA za tak wielki problem, to dlaczego nie przeszkodziło to Dudzie w odznaczeniu Zełenskiego w 2023 roku? Jeśli temat był znany od lat, dlaczego wtedy dominowały uściski, ordery i wielkie słowa o przyjaźni?

Duda odznaczał, dziś prawica chce rozliczać Tuska

To jest sedno hipokryzji, którą wytykają krytycy. Andrzej Duda jako prezydent Polski przyznał Zełenskiemu Order Orła Białego, najwyższe odznaczenie państwowe. Dziś Karol Nawrocki zaproponował, by Kapituła Orderu Orła Białego debatowała nad odebraniem tego odznaczenia po ukraińskiej decyzji o nazwaniu jednostki imieniem UPA.

Można oczywiście powiedzieć: sytuacja się zmieniła, pojawiła się nowa prowokacyjna decyzja Kijowa, więc reakcja jest uzasadniona. I to jest argument, którego nie da się całkowicie odrzucić.

Ale polityczne pytanie zostaje: czy prawica reaguje z troski o pamięć, czy dlatego, że znalazła wygodne narzędzie do ataku na Tuska?

Bo gdy Marcin Przydacz zarzuca premierowi, że ma stać po stronie „usprawiedliwiania gloryfikacji UPA”, to nie jest już spokojna debata o historii. To próba moralnego napiętnowania przeciwnika w najcięższym możliwym temacie. Przydacz mówił, że Tusk ma „inną optykę” i sugerował, że premier nie poparł linii Pałacu w sprawie orderu.

Tusk nie musi wybierać między pamięcią a bezpieczeństwem

Największym fałszem w tej debacie jest wciskanie Polakom wyboru: albo Wołyń, albo Ukraina. Albo pamięć o ofiarach, albo bezpieczeństwo przed Rosją. Albo sprzeciw wobec UPA, albo odpowiedzialna polityka wobec Kijowa.

To jest wygodne dla propagandy, ale nie dla państwa.

Polska może i powinna mówić Ukrainie twardo: nie ma zgody na gloryfikację UPA.

Polska może i powinna domagać się ekshumacji, pamięci i uczciwego języka.

Ale Polska musi też pamiętać, że Rosja tylko czeka na każdy polsko-ukraiński konflikt, który da się rozdmuchać do rozmiarów strategicznej awantury.

Właśnie dlatego Tusk mówi o ostrożności w sporach historycznych między Warszawą a Kijowem. Według relacji WP premier oceniał, że takie spory między prezydentami Polski i Ukrainy są powodem do radości na Kremlu.

Prawica odkrywa Wołyń wtedy, gdy potrzebuje broni

Problem PiS polega na tym, że oburzenie historyczne pojawia się u nich często wtedy, gdy można je wykorzystać w bieżącej walce. Kiedy trzeba było budować sojusz z Zełenskim, były ordery, zdjęcia i wielkie gesty. Kiedy trzeba uderzyć w Tuska, nagle ten sam temat staje się testem patriotyzmu, moralności i „polskości”.

To właśnie nazywają hipokryzją krytycy prawicy.

Bo pamięć historyczna nie może działać jak przełącznik. Nie można włączać Wołynia wtedy, gdy pasuje do partyjnego ataku, i wyłączać wtedy, gdy politycznie wygodniejsze są uściski i odznaczenia.

Jeśli pamięć jest święta, to jest święta zawsze.

Nie tylko wtedy, gdy można nią uderzyć w Tuska.

Rosja dostaje prezent, gdy Polska kłóci się sama ze sobą

W tej sprawie jest jeszcze jeden bardzo niebezpieczny element. Kreml od lat próbuje rozbijać relacje Polski i Ukrainy przez historię, UPA, Wołyń i Bandera. To nie znaczy, że Polska ma milczeć. Milczenie byłoby błędem. Ale równie dużym błędem jest prowadzenie tej debaty tak, by Moskwa mogła tylko klaskać.

Jeśli polski Pałac, rząd, opozycja i media zaczynają wzajemnie oskarżać się o zdradę pamięci, Rosja dostaje dokładnie to, czego chce: chaos, emocje i pęknięcie w regionie, który powinien trzymać się razem wobec agresji Moskwy.

I tu Tusk może mieć najmocniejszy argument: pamięć tak, polityczna histeria nie.

Finał: pamięć czy polityczna gra?

PiS ma prawo mówić o Wołyniu. Ma prawo krytykować Ukrainę za gesty związane z UPA. Ma prawo domagać się twardej polityki pamięci.

Ale nie ma prawa udawać, że problem pojawił się dopiero wtedy, gdy można było uderzyć w Tuska.

Bo fakty są niewygodne: stosunek części Ukraińców do UPA był znany od lat. Andrzej Duda mimo tego odznaczył Zełenskiego Orderem Orła Białego. Dziś prawica próbuje zbudować na tym samym temacie wielką moralną ofensywę przeciwko rządowi.

Czy PiS naprawdę broni pamięci historycznej?

Czy tylko wyciąga Wołyń wtedy, gdy pasuje mu do politycznej gry?

To pytanie będzie wracać jak bumerang.

Bo najgorsze, co można zrobić z pamięcią ofiar, to zamienić ją w partyjny rekwizyt.

LEAVE A RESPONSE

Your email address will not be published. Required fields are marked *