ŚWIĘCZKOWSKI KONTRA NOWI SĘDZIOWIE TK. TUSK DOSTAJE SPRAWĘ, KTÓRA MOŻE ROZBIĆ CAŁY UKŁAD
Trybunał Konstytucyjny znów w centrum politycznego trzęsienia ziemi
Warszawa. W Trybunale Konstytucyjnym wybucha kolejna odsłona kryzysu, który od lat dzieli polskie państwo, prawników i opinię publiczną. Bogdan Święczkowski, prezes TK, miał odmówić uznania części nowych sędziów Trybunału, mimo że zostali wybrani przez Sejm i złożyli ślubowanie. W tle pojawia się Europejski Trybunał Praw Człowieka, zabezpieczenie wydane w Strasburgu, spór o legalność decyzji prezesa i pytanie, czy Trybunał stał się ostatnią twierdzą dawnego układu.
Chodzi m.in. o Marcina Dziurdę, Annę Korwin-Piotrowską, Krystiana Markiewicza i Macieja Taborowskiego — sędziów wybranych przez Sejm 13 marca 2026 roku, których Święczkowski nie dopuszczał do pracy w TK. ETPCz wydał zabezpieczenie, wskazując, że Polska ma powstrzymać się od utrudniania im objęcia i wykonywania obowiązków sędziowskich.
Dla rządu Donalda Tuska to może być moment przełomowy. Bo jeśli nawet międzynarodowy trybunał wskazuje na problem z niedopuszczaniem sędziów do pracy, rząd dostaje argument, że nie chodzi o zwykłą polityczną zemstę, lecz o odblokowanie instytucji państwa.

Święczkowski mówi „nie”, Strasburg mówi „dość”
Najbardziej wybuchowy element sprawy dotyczy decyzji ETPCz. Według doniesień europejski trybunał wydał zabezpieczenie w sprawie czworga niedopuszczonych sędziów, nakazując zaprzestanie utrudniania im objęcia i wykonywania obowiązków. Sprawa została zarejestrowana jako Dziurda i inni przeciw Polsce.
To nie jest drobiazg techniczny. Zabezpieczenie ETPCz oznacza, że problem został wyniesiony poza krajową awanturę polityczną. Nie jest to już tylko spór między Tuskiem a PiS, między nowymi sędziami a prezesem TK, między prawnikami jednej i drugiej strony. To sprawa, która zaczyna dotykać zobowiązań Polski wobec Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.
Święczkowski miał jednak odpowiedzieć do Strasburga, że osoby te nie są sędziami Trybunału. I właśnie ten ruch odpalił polityczną bombę. Bo jeśli prezes TK sam decyduje, kogo uznaje za sędziego mimo wyboru przez Sejm i złożenia ślubowania, krytycy pytają: gdzie kończy się zarządzanie Trybunałem, a zaczyna prywatna selekcja osób dopuszczanych do konstytucyjnej instytucji?
Nowi sędziowie chcą Zgromadzenia Ogólnego

Kolejnym punktem zapalnym jest wniosek o zwołanie Zgromadzenia Ogólnego TK. Sześcioro nowych sędziów zwróciło się do Święczkowskiego o zwołanie takiego zgromadzenia, argumentując, że organy Trybunału mają obowiązek podjąć działania w celu rozwiązania kryzysu konstytucyjnego.
To może być ruch o ogromnym znaczeniu. Zgromadzenie Ogólne nie jest zwykłym spotkaniem przy kawie. To forum, na którym można postawić pytania o funkcjonowanie TK, o dopuszczanie sędziów do orzekania, o skład Trybunału, o status prezesa i o to, czy instytucja działa w sposób zgodny z konstytucyjną rolą.
Dla Święczkowskiego taki ruch może być bardzo niebezpieczny. Bo jeśli sprawa trafi na szersze forum, prezes traci monopol na kontrolowanie rytmu kryzysu. A jeśli nowi sędziowie zaczną działać wspólnie, Trybunał może przestać być twierdzą zarządzaną z jednego gabinetu.
Bunkier starej władzy czy obrona konstytucji?
Dla krytyków Święczkowskiego sprawa jest jasna: TK stał się polityczną fortecą dawnego obozu władzy. Instytucja, która miała stać na straży konstytucji, została — według tej narracji — zamieniona w narzędzie blokowania zmian, zabezpieczania interesów poprzedniej ekipy i produkowania orzeczeń wygodnych dla prawicy.
Dla obrońców Święczkowskiego obraz jest odwrotny. Według nich to rząd Tuska i nowa większość próbują przejąć Trybunał, podważyć jego skład, zakwestionować legalność dotychczasowych decyzji i zbudować własny układ pod hasłem „przywracania praworządności”.
To właśnie dlatego konflikt jest tak brutalny. Obie strony mówią o konstytucji. Obie mówią o prawie. Obie mówią o państwie. Ale każda rozumie te słowa zupełnie inaczej.
Spór o status prezesa i cień „dublerów”

W tle pojawia się jeszcze cięższy temat: legalność samej pozycji Święczkowskiego. Konstytucjonaliści wskazywali, że nowi sędziowie mogli uznać jego powołanie za wadliwe, jeśli w procedurze wyboru kandydatów na prezesa brali udział tzw. sędziowie dublerzy. Taki scenariusz opisywały media, przywołując opinie prawników.
To jest punkt, który może rozbić całą konstrukcję obecnego TK. Bo jeśli pojawia się spór nie tylko o to, kto jest sędzią, ale także o to, czy prezes został wybrany prawidłowo, wtedy każdy jego ruch staje się politycznie i prawnie podważalny.
Kryzys zaczyna przypominać domino. Najpierw spór o dublerów. Potem spór o dopuszczanie nowych sędziów. Potem ETPCz. Potem Zgromadzenie Ogólne. Potem pytanie, czy prezes ma realny mandat do kierowania Trybunałem.
I właśnie dlatego ta sprawa może być dla obozu Tuska tak ważna.
Tusk może powiedzieć: to nie zemsta, to odblokowanie państwa
Donald Tusk od początku powrotu do władzy mówił o konieczności przywrócenia państwa prawa. Krytycy z prawicy odpowiadali: to zemsta, przejmowanie instytucji i polityczna czystka.
Ale konflikt w TK daje rządowi mocniejszy argument. Bo jeśli nowo wybrani sędziowie nie są dopuszczani do pracy, jeśli ETPCz wydaje zabezpieczenie, jeśli prezes TK kwestionuje ich status, a Zgromadzenie Ogólne staje się przedmiotem blokady, to Tusk może mówić: właśnie dlatego trzeba działać.
Nie po to, żeby podporządkować Trybunał rządowi.
Ale po to, żeby instytucja konstytucyjna nie działała jak zamknięty bunkier, do którego wpuszcza się tylko tych, których uznaje obecne kierownictwo.
Prawica odpowie: zamach na TK
PiS i środowiska związane z dawnym systemem prawnym odpowiedzą przewidywalnie: to zamach na Trybunał, próba przejęcia instytucji i atak na konstytucyjny porządek. Będą mówić, że nowe władze chcą zniszczyć niezależny organ tylko dlatego, że ten nie zgadza się z rządem Tuska.
Ta narracja będzie działać na twardy elektorat prawicy. Szczególnie że dla wielu wyborców spory o TK są trudne, techniczne i pełne prawniczych niuansów.
Ale obóz Tuska będzie próbował uprościć przekaz: jeśli Sejm wybrał sędziów, jeśli złożyli ślubowanie, jeśli ETPCz mówi, że nie można utrudniać im pracy, to dlaczego prezes TK zachowuje się tak, jakby miał własną konstytucję?
Państwo prawa albo państwo gabinetów
Najważniejsza stawka tej sprawy nie dotyczy jednego nazwiska. Nie chodzi tylko o Święczkowskiego, Dziurdę, Markiewicza, Korwin-Piotrowską czy Taborowskiego. Chodzi o pytanie, kto ma władzę nad konstytucyjną instytucją.
Czy decydują przepisy, procedury, wybór przez Sejm i zobowiązania międzynarodowe?
Czy decyduje gabinet prezesa, który sam wybiera, kogo uzna, a kogo nie?
Jeśli obywatel ma ufać państwu, musi mieć pewność, że najważniejsze instytucje nie działają jak prywatne twierdze. Trybunał Konstytucyjny powinien być strażnikiem konstytucji, a nie polem wojny, w którym każda decyzja wygląda jak część partyjnej strategii.
Czy to początek końca starego układu?


Sprawa Święczkowskiego i nowych sędziów TK może być jednym z tych momentów, które nie kończą kryzysu od razu, ale zmieniają jego dynamikę. Jeśli nowi sędziowie będą konsekwentnie naciskać, jeśli temat Zgromadzenia Ogólnego będzie wracał, jeśli ETPCz będzie dalej obecny w sprawie, presja na kierownictwo TK będzie rosła.
Rząd Tuska może to wykorzystać jako dowód, że dawny system blokuje się sam. Że nie potrzeba wielkich haseł o „układzie”, bo układ sam pokazuje swoje mechanizmy: odmowa uznania, niedopuszczanie do pracy, blokowanie zgromadzenia, ignorowanie międzynarodowego zabezpieczenia.
Finał: konstytucja czy twierdza?
Bogdan Święczkowski może twierdzić, że broni konstytucji i legalności Trybunału. Jego krytycy odpowiedzą, że broni raczej politycznej twierdzy, która przez lata była wygodna dla dawnej władzy.
To starcie dopiero się rozkręca.
Dla PiS będzie to „obrona TK przed Tuskiem”.
Dla rządu — dowód, że Trybunał trzeba odblokować.
Dla prawników — kolejny rozdział kryzysu konstytucyjnego.
Dla obywateli — pytanie, czy instytucja mająca pilnować prawa sama jeszcze działa według prawa.
Czy Święczkowski broni konstytucji?
Czy pokazuje, że TK stał się ostatnim bunkrem starej władzy?
Jedno jest pewne: jeśli Trybunał miał być miejscem najwyższej powagi państwa, dziś coraz bardziej wygląda jak pole bitwy, na którym rozstrzyga się przyszłość całego polskiego państwa prawa.




